Mikrobiom płodu, noworodka, dziecka czyli co w tych małych brzuchach siedzi

Dziś się trochę powymądrzam, właściwie to nie ja, tylko badania naukowe, które przytoczę,  w temacie tego, co nam w brzuchach siedzi. Rzeczy o których będę pisać nie są z palca wyssane, było podanych mnóstwo źródeł badań i artykułów, ale aż tak dobra w notowaniu nie jestem, żeby je spisać w czasie słuchania wykładu.

O mikrobiocie jelitowej będzie, co ma na nią wpływ i jak można pomóc zniwelować to co się już z nią złego zadziało. Będzie dużo trudnych słów i pewnie trudnych dla niektórych faktów.

Jakiś czas temu byłam na wykładzie mgr Anny Bartnickiej z Instytutu Mikroekologii w Poznaniu dotyczącym właśnie mikrobiomu jelitowego noworodka. Żeby wam uzmysłowić wagę tematu, przytoczę kilka ciekawostek:

  • w „modelowym” organizmie ludzkim stosunek mikrobiomu do komórek człowieka wynosi 1,3:1. A więc jesteśmy bardziej bakteriami niż sobą!
  • genom mikrobioty 150krotnie przekracza genom człowieka!

Jak widzicie, spokojnie możemy wszyscy mówić, że mamy bogate życie wewnętrzne!

Jakie funkcje ta potężna machina mikrobiotyczna spełnia w ciele człowieka?

  • aktywuje i powoduje dojrzewanie układu immunologicznego,
  • chroni hamując rozwój bakterii patogennych
  • syntezuje witaminy (grupa B, K) i enzymy trawienne (np. Lactobacillus z pochwy matki w czasie porodu siłami natury aktywuje laktazę w jelitach noworodka, słaba flora bakteryjna pochwy matki lub cesarskie cięcie predestynują dziecko do nietolerancji laktozy)
  • reguluje metabolizm
  • rozkłada kwasy żółciowe
  • hamuje procesy karcinogenezy – dobrze w jelitach=mniej procesów rakotwórczych.

A teraz słów kilka o tym, co wpływa na mikrobiotę.

Zacznę może od tego, że oknem czasowym w którym zmiany mikrobioty na lepsze są najłatwiejsze i najtrwalsze jest okres prenatalny-poród-okres niemowlęcy. Po tym czasie nawet najbardziej usilna i dopasowana w sposób celowany probiotykoterapia czy zmiana diety nie będzie miała długotrwałego efektu.

Wbrew temu, co się kiedyś sądziło, płód w łonie matki nie jest sterylny, noworodek nie jest sterylny. Przeprowadzone w 2008 badania smółki w ciągu dwóch godzin od porodu wykazały obecność w każdej smółce od 1 do 5 rodzajów bakterii, żadna nie była jałowa.   Inne badania wykazały obecność bakterii również w łożysku (dominowały Bifidobacterium i Lactobacillus) u 95% badanych kobiet, niezależnie od rodzaju porodu.

Programowanie mikrobiomu – okres płodowy

Na mikrobiom noworodka ma wpływ już okres ciąży. Do najważniejszych czynników zaliczamy:

  • stres – potwierdzono, że stres matki zmienia mikrobiotę jelitową dziecka – w grupie matek które miały bardzo dużo stresów w ciąży odnotowano spadek Lactobacillus a wzrost potencjalnie patogennych Proteobacteria
  • nikotynę – Palenie tytoniu w czasie ciąży jest znanym czynnikiem ryzyka przedwczesnego porodu oraz małej masy urodzeniowej, ale jednocześnie stanowi zagrożenie nadwagą i otyłością w późniejszym dzieciństwie. zaprzestanie palenia zwiększa ilość dobrych bakterii a ogranicza ilość np Proteobacteria
  • BMI matki –  w grupie kobiet  z nadwagą odnotowano zwiększony odsetek Clostridium, Bacterioides, Staphylococcus – patogenów

Programowanie – okres okołoporodowy 

Profil mikrobioty jelit noworodków urodzonych przez CC odpowiada mikroflorze skóry matki oraz rąk i fartuchów lekarskich (Staphylococcus, corynebacterium. propionibacterium), podczas gdy po porodzie SN zbliżony jest do mikrobioty pochwy matki (Lactobacillus, prevotella). Droga porodu istotnie wpływa na ustalenie mikrobioty jelitowej noworodka! Mikrobiom niemowląt urodzonych przez nieplanowane CC był bardziej zróżnicowany i przypominał bardziej mikrobiom po SN. Tym niemniej generalnie po cesarskim cięciu jest około 180 dni opóźnienia w kolonizacji jelit dobrymi Bifidobacterium w stosunku do kolonizacji po porodzie naturalnym. Bifidobacterium powinno stanowić około 90% mikrobiomu noworodka!

Szansą na znaczne polepszenie mikrobiomu noworodka jest tzw baby seeding – przetarcie noworodka urodzonego poprzez cesarskie cięcie gazą nasączoną wydzieliną z pochwy matki. Tampon z gazy wprowadza się na około godzinę przed operacją, żeby natychmiast po wyjęciu dziecka przetrzeć je nim. Badania wykazują, że dzieci urodzone siłami natury oraz dzieci urodzone przez cesarskie cięcie z zastosowaniem baby seeding mają podobny skład mikrobioty! Efekt ten jednak utrzymuje się dużo krócej niż po porodzie pochwowym, tym niemniej ogranicza ryzyko złapania przez dziecko jakiejś infekcji ‚odfartuchowej’ podczas pobytu w szpitalu. Pozostaje tylko pytanie, jaką szansę taka procedura ma by zaistnieć na polskich porodówkach…

Optymalny dla mikrobiomu noworodka jest poród domowy – dziecko trafia od razu w środowisko, w którym będzie żyło, pozbawione zjadliwych szpitalnych szczepów bakterii.

Czynniki postnatalne – sposób karmienia niemowlęcia

Fakty są takie. U dzieci karmionych piersią od 60 do 90% mikrobiomu stanowią Lactobacillus i Bifidobacterium, czyli te dobre bakterie. U dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym znajdziemy na przykład Bacteroides, Staphylococcus, E. coli, Clostridia, i w dużo mniejszym stopniu Bifidobacterium. Jak to wytłumaczyć? A byliście kiedyś na jakiejkolwiek linii produkcyjnej? Nie ma szans, by uniknąć zanieczyszczeń mleka modyfikowanego… Produkty mlekozastępcze, mimo wspaniałego marketingu i postępu myśli technicznej, są nadal przetworzonym produktem. Mleko matki jest żywe,  dopasowane do potrzeb jej dziecka. Mleko modyfikowane jest dla każdego dziecka takie samo. Nie do końca zbadany jest proces odpowiedzi immunologicznej matki na potrzeby dziecka – skąd mleko ‚wie’, że dziecko potrzebuje określonych przeciwciał bo na przykład zmaga się z jakąś infekcją. Jest kilka hipotez, zapewne w niedługiej perspektywie czasowej zostanie to odkryte. Jasnym jest, że taki proces zachodzi, że mleko matki zmienia się wraz z wiekiem dziecka, ba, wraz z porą dnia nawet.

Wykazano jednocześnie, że dieta kobiet w czasie ciąży i laktacji w sposób niezależny od innych czynników wpływa na strukturę flory bakteryjnej dziecka oraz jego podatność na infekcje. Zaobserwowano znaczne różnice w składzie mikrobiomu w zależności od diety matki (pod uwagę wzięto rodzaj spożywanych przez kobietę węglowodanów -galaktoza vs glukoza; porównano też dietę wysokowęglowodanową z dietą wysokotłuszczową).
Na podstawie uzyskanych wyników można założyć, że dieta ciężarnej rzutuje na wczesny rozwój mikrobiomu dziecka, a obserwacje sugerują, iż równie istotna może okazać się dieta matki w czasie karmienia piersią.

Podsumowując ten przydługi wywód – jeśli dziecko urodzone zostało drogą cesarskiego cięcia i/lub jest karmione mlekiem modyfikowanym, celowe jest wdrożenie jak najszybciej probiotyków, żeby skolonizować jelita dziecka dobrymi bakteriami.

Na koniec jeszcze słowo o antybiotykach. Niestety nikt nie mówi o tym, że po każdej antybiotykoterapii mikrobiom jest rozwalony na minimum pół roku i tyleż czasu trzeba by dawać maluchowi probiotyki. A przy niektórych antybiotykach ten czas wydłuża się nawet do roku. Obrazując temat: Antybiotyk robi wyrwę w mikrobiomie, a natura nie lubi pustki. Nie zapełnisz jej probiotykiem, to znajdą się inne nieciekawe stwory, które ją wypełnią… Sama dowiedziałam się o tym dopiero na tym wykładzie, a mój syn przez pierwszy tydzień życia dostawał koktajl z trzech antybiotyków na zapalenie płuc. Zalecenie przy wypisie – jeszcze z tydzień dawać probiotyk i będzie super. Aaaaha. Taak. Jaki to będzie miało wpływ na niego, nie wiem. Ale na wszelki wypadek od maja – od tego wykładu dostaje probiotyk codziennie.

 

 

 

Świadomość ciała a ciąża, poród, połóg

Wiecie, co nie dawało mi spokoju w pierwszej ciąży? Macica rośnie, to wiedziałam, ale gdzie do choinki podziewają się te moje biedne jajniki wtedy? Podchodzą razem z macicą pod gardło, czy zostają na dole, czy co się dzieje… Ginekolog miał chyba ochotę popukać się w głowę jak mu się spytałam. Ale było to dla mnie szalenie istotne, wiedzieć, co się dzieje z jajnikami kiedy macica rośnie.

Uważam, że w czasie ciąży, a także porodu i połogu relacja kobiety z jej ciałem jest kluczowa. Czy je zna, czy wie, co się z nią dzieje w tym momencie? Czy je akceptuje, czy akceptuje zmiany w nim zachodzące?

W czasie ciąży pod wpływem hormonów zachodzą w kobiecie różne procesy. Zmienia się jej umysł, zmienia się ciało. Czasem wychodzą różne nieprzyjemne historie z przeszłości, traumy, kompleksy związane z ciałem, z kobiecością. To szalenie istotne mieć ich świadomość, najlepiej byłoby oczywiście gdyby kobieta przepracowała je przed ciążą, ale nie zawsze ma taką możliwość.

Warto poświęcić chwilę na to, by przyjrzeć się swojemu zmieniającemu się ciału w lustrze, dostrzec te zmiany i docenić je, docenić to, co one ze sobą niosą. Czasem zostawią po sobie ślad – wiele z nas ma rozstępy na brzuchu po ciążach, ja także je mam i – lubię je – tak, naprawdę je lubię.

Często widzę w internecie tekst – a po co mi szkoła rodzenia? Ano właśnie między innymi po to, by nawiązać kontakt ze swoim ciałem. By być świadomym tego, co się z nim będzie działo podczas porodu, by umieć świadomie oddychać i sterować parciem. Szkoła rodzenia daje wiedzę o tym, jak przebiega poród i co można zrobić, by pomóc swojemu ciału przezeń przejść. Jak otworzyć umysł żeby i ciało się otworzyło i wypuściło na świat nowe życie. Między innymi poprzez edukację, która zmniejsza poziom lęku, a to lęk najczęściej blokuje poród. Mając wiedzę, po co są skurcze, jak one wpływają na przebieg porodu, co się będzie działo kiedy już szyjka puści, łatwiej jest przyjmować ból, odpuścić kontrolę i dać się porwać z prądem wydarzeń.

A połóg? Zadziwiające jest dla mnie, jak mało kobiety wiedzą na temat połogu. W mediach połóg nie istnieje, poród kończy się na dzidziusiu, łożysko już znika magicznie, a co dopiero jeszcze jakiś połóg… Nieraz czytam o tym, jakie bywają kobiety zniesmaczone, czasem przerażone, że po porodzie leci z nich coś jeszcze przez długi czas… Spotkałam się też z przekonaniem, że po cesarce nie ma połogu. Tymczasem niezależnie od metody wyjścia dziecka na świat, połóg będzie wyglądał tak samo. Kilka tygodni oczyszczania się macicy z pozostałości po ciąży. Różnego koloru (z palety od czerwieni poprzez róż do brązu) i konsystencji wydzieliny towarzyszące pierwszym tygodniom życia z dzieckiem. Fizjologia. Samo życie. Do tego zmniejszający się brzuch, zmniejszający się wolniej i zapewne nie do takich wymiarów jakby położnica chciała. Cieknące mlekiem piersi. Zmęczenie, niewyspanie, huśtawka hormonalna nie mniejsza niż w ciąży. Wielkie emocje, pozytywne i negatywne. Warto w miarę możliwości pozwolić sobie wtedy na prawdziwy połóg – czyli poleżeć, dać ciału odpocząć, poświęcić ten czas na poznanie dziecka.

A kiedy krwawienie ustanie zadbać o mięśnie dna miednicy, ćwiczyć je codziennie. Bo ciąża i poród je mocno nadwerężają i trzeba się im przyjrzeć, poświęcić im czas. By nie mieć problemów z nietrzymaniem moczu czy obniżaniem lub wypadaniem narządów rodnych. A ten problem dotyczy coraz młodszych kobiet. Będę jeszcze o tym pisać, bo mam sporo swoich niezbyt miłych doświadczeń w tym temacie, no i mogę podpowiedzieć co i jak, żeby sobie pomóc jak już do tego dojdzie.

No i oczywiście jeszcze odbyć pierwszą po porodzie wizytę kontrolną u ginekologa, żeby zobaczyć, czy wszystko jest w porządku..

Warto zawsze pamiętać, że mamy jedno ciało tylko. Warto o nie zadbać, a żeby o nie zadbać, musimy je dobrze poznać. Ile z was widziało w lusterku swoje zewnętrzne narządy rodne? ile z was zbadało sobie gdzie ma szyjkę macicy? Ile z was wie, w którym miejscu jest ujście cewki moczowej? Żyjemy w społeczeństwie, w którym takie rzeczy są objęte zmową milczenia. O nich się po prostu nie mówi. A warto…

Doule dla doul – warsztat o dotyku

Wróciłam trzy godziny temu z warsztatu dotyczącego dotyku. To trwające cały dzień spotkanie było tak intensywne, że jeszcze głową jestem w Mateczniku, choć ciałem już w Rokietnicy :)

W otoczeniu kilkunastu doul spędziłam dziesięć godzin, słuchając o różnego rodzaju dotyku, a także doświadczając go i dając go.

Jako pierwsza o masażu o pięknej nazwie ‚Dotyk Motyla’ mówiła doula Agnieszka Flisiak. Pokazała nam również kilka podstawowych sekwencji, ale przede wszystkim opowiedziała o filozofii tego masażu, a przypuszczam, że nie tylko mnie tak zaciekawiła tematem, że zaraz po powrocie do domu zamówiłam książkę dotyczącą tej metody. Myślę, że bardzo się ona przyda mi nie tylko w pracy douli, ale też we wzmacnianiu więzi z dziećmi, szczególnie ze starszą córką, która przeżywa obecnie duży kryzys związany z pojawieniem się brata. Sama metoda Dotyku Motyla to masaż tak lekki, że czasem ledwo odczuwalny, a przez to bardzo mocno odczuwalny właśnie. Takim dotykiem niedotykiem można wydobyć na powierzchnię różne zblokowane w ciele rzeczy i rozpuścić je.

Drugi panel dotyczył elementów refleksologii przydatnych w pracy douli, o których mówiła i które pokazywała doula i refleksolożka Agnieszka Szczepanik. Jako wielka fanka wszelkich form terapii manualnej słuchałam z wielkim zainteresowaniem i zamierzam zgłębić temat, a może nawet wybrać się na taką sesję do Agnieszki ze sobą i z córką. Nie wiedziałam, że w stopach znajduje się aż 72 tysiące zakończeń nerwowych i to, w jakim stanie są nasze stopy, jest odbiciem tego, co się w ciele dzieje.

Kolejny panel poprowadziła położna domowo-szpitalna Maria Pajewska, dziewczyna z tak wielką pasją do położnictwa, że można jej słuchać i słuchać. :) Opowiedziała nam dużo o niesamowitej konstrukcji w ciele kobiety jaką jest miednica, oraz pokazała, jakie techniki masażu i dotyku położne oraz doule wykorzystują na sali porodowej, także z wykorzystaniem rebozo.

Last but not least – panel Marianny Szymarek o masażu manualnym i rebozo, bardzo praktyczny, bardzo ciekawy, w końcu mogłam zobaczyć rebozo w akcji :) Marianna pokazała nam także, że doula nie musi brać na porodówkę jucznego wielbłąda, że bardzo podstawowe rzeczy wystarczą, i doulowa torba nie musi ważyć dziesięć kilo. To bardzo dobra wiadomość dla moich pleców! Bardzo mnie też interesuje temat masażu zamknięcia, sama chciałabym go doświadczyć, więc z wielkim zainteresowaniem wysłuchałam opowieści o tym, jak to wygląda.

Tyle się działo, tyle oksytocyny krążyło w powietrzu, że trudno mi to wszystko opisać z ładem i składem. Niesamowite było spotkać tyle kobiet, które choć każda różna, pasjonują się tym samym, spotkać kobiety, które potrafią tak pięknie opowiadać o swojej pasji i pracy, zarażać swoim entuzjazmem.

Czekam na kolejne takie spotkania z niecierpliwością, mam nadzieję, że będzie mi dane w nich uczestniczyć.

Osteopata zamiast paracetamolu – na ciążowe i poporodowe dolegliwości

Jeszcze parę lat temu nie było w Polsce w ogóle słychać o osteopatii. Ja się z nią zetknęłam dwa lata temu, kiedy w celu ratowania zdrowia córki pediatra zaproponowała wizytę u osteopaty. Ufam naszej kochanej pediatrze, więc poszłam,nie wiedząc co to, z czym to się je i jaki ma skutek.

Dwa lata później nie wyobrażam sobie już życia bez osteopatii.

Dzięki zabiegom osteopatycznym, córka rośnie, syna ominęło przetykanie mechaniczne kanalika łzowego, a ja nie łykam ciągle leków na kręgosłup i nerwobóle od niego płynące, skończyły się też moje bolesne bardzo kolki jelitowe. Więc dziś wam o tym opowiem.

Osteopatia to coś więcej niż fizjoterapia. To takie oddziaływanie na układ kostny, mięśniowy, tkanki, narządy, układ limfatyczny i krwionośny, by pobudzić ciało do samoleczenia, by wróciło do homeostazy, równowagi. Brzmi jak czary mary i to dla mnie jest czary mary trochę, ale takie z rodzaju dobrej wróźki. No bo jak, weźmie taki osteopata tu naciśnie, tu przytrzyma, i co, i tydzień później dziecko które od 8 miesięcy nie urosło ani pół centymetra, rośnie 6cm jakby w jedną noc? Albo okulista straszy zabiegiem na kanaliku łzowym, a osteopatka w trzy wizyty sprawiła, że oczko przestało ropieć, łzawić i puchnąć po ośmiu miesiącach kropelek, masowania, okładów?

Kiedy warto iść do osteopaty? Kiedy cierpisz na bóle napięciowe głowy i kręgosłupa. Kiedy cierpisz na bóle narządowe niewiadomego pochodzenia, tzn kiedy badania wykluczą zwykłe podłoże chorobowe. Kiedy dziecko ma problemy z napięciem ciała, z rozwojem, ze wzrostem, wagą… Kiedy poród był długi, traumatyczny, trudny dla dziecka lub matki. Kiedy w czasie ciąży boli okolica miednicy, plecy.. Kiedy po połogu boleśnie schodzą się poluzowane ciążą i porodem stawy. Z czystym sumieniem polecam osteopatię każdemu. Mam w zanadrzu co najmniej cztery namiary na osteopatów w Poznaniu, zarówno dziecięcych jak i dla dorosłych, także takich, którzy podejmują się pracy z ciężarną, bo nie każdy się podejmie. :)

 

PS. Po wizycie osteopatycznej przez 72h mogą się dziwne rzeczy dziać. Ból może się początkowo nasilić. Może boleć głowa. Może być biegunka, nasilone pocenie się, zawroty  głowy. te wszystkie i wiele innych objawów świadczą o tym, że ciało pracuje, przestawia się na inne działanie, i są dobre. Po około 2-3 dniach wszystko wróci do normy. :)

Nie zaczniesz się psuć po 3 marca czyli o terminie porodu

Termin porodu. Data magiczna. Pieczołowicie wpisywana do karty ciąży. Odliczanie w suwaczkach internetowych bez niej byłoby niemożliwe.

14…13…12…11…10…9…8…7…6…5…4…3…2…1…0….

i…. nic? Bo data porodu jest tylko umowna, to nie termin przydatności macicy do inkubacji.

Datę porodu wylicza się na podstawie daty ostatniej miesiączki. Wyliczenia te opierają się na założeniu, że kobieta ma cykl regularny i owulację dokładnie w 14 dniu cyklu. Wystarczy kilka dni obsuwy i już termin porodu staje się fikcją.

Dlatego ja jako doula jestem w gotowości porodowej przez miesiąc – dwa tygodnie przed i dwa tygodnie po przewidywanym terminie porodu klientki.

Lekarze ginekolodzy często wysyłają ciężarną w dniu terminu porodu do szpitala „na wszelki wypadek”. Tak naprawdę o ile wyniki KTG i USG są prawidłowe, nie ma takiej potrzeby. Nie ma też potrzeby wywoływać porodu po upływie terminu, jeśli łożysko jest wydolne, nie brakuje wód płodowych, dziecko i matka są w dobrym stanie.

Absolutnie nie namawiam do lekceważenia zaleceń lekarzy, jeśli wyśle do szpitala, nikt nie będzie dyskutował z tym. Widzę tu raczej materiał do pracy u podstaw, żeby lekarze nie wysyłali do szpitala na wszelki wypadek, bo termin minął.

W obu moich ciążach termin wynikający z ostatniej miesiączki rozmijał się z terminem wynikającym z USG serduszkowego (tego między 6 a  8tc) (coraz więcej mówi się o tym, że termin wyliczony na podstawie tego USG jest najbardziej prawopodobnym) nawet o dwa tygodnie. Dlaczego? Bo moje owulacje przypadają na dużo późniejszy czas cyklu niż 14 dzień. Ostatecznie urodziłam córkę dokładnie w terminie z USG serduszkowego, 8 dni po terminie z OM, a syna 7 dni po terminie z USG, a 21 dni po terminie z OM, który od samego początku był fikcyjny, bo owulację miałam około 24dc. Na szczęście przez całą ciążę patrzono na termin z USG, w ogóle nie biorąc tego z OM pod uwagę.

Nie warto się przywiązywać do terminu porodu, warto za to zawczasu wytłumaczyć rodzinie, że nie jest on datą zerwania kontraktu na inkubację, której przekroczyć nie wolno, żeby dali sobie spokój z telefonami czy już rodzisz i czemu jeszcze nie…

Ps w drugiej ciąży po terminie porodu chodziłam na KTG do położnej środowiskowej co drugi dzień lub codziennie, dzięki temu wiedziałam, że mogę spokojnie czekać aż dziecko samo zdecyduje czy już czas.

Karm, mamo! Jedz, mamo!

Mitów o karmieniu piersią jest więcej niż mam karmiących chyba. Jakby je podsumować, wychodzi na to, że zostaje ten nieszczęsny indyk gotowany z ryżem i marchewką. Ba, nawet nie, moja córka na ryż miała nadwrażliwość ;).

Z rozmów z rozsądnymi pediatrami, literatury i własnych doświadczeń powiem tak: Karmisz, więc jedz. Bo się wykończysz. Nie ma co na zapas diety wprowadzać, zresztą będąc na diecie eliminacyjnej od początku jak się dowiesz, co dziecku szkodzi? Mleko nie powstaje z zawartości twojego żołądka. Po zjedzeniu czekolady nie zmieni się w kakao, a po fasolce po bretońsku nie stanie się fasolową. Po wypiciu kawy lub coli możesz zaobserwować, że dziecko jest niespokojne, ale niekoniecznie. Każde dziecko ma inną  dojrzałość układu pokarmowego i wrażliwość na takie rzeczy.

Oczywiście, są pewne „standardy”, których tak naprawdę nie tylko karmiąca mama powinna przestrzegać dla zdrowia dziecka, ale każdy człowiek dla swojego dobra. Napoje gazowane, nadmiar słodyczy, tłustego, smażonego i wysoko przetworzonego jedzenia, nikomu nie służy.

Jedz normalnie i obserwuj swoje dziecko. Ja w ten sposób zauważyłam, że córka za każdym razem jak zjem coś z cytrusami ma po kupce obszczypaną pupę z wysypką. I do dziś nie toleruje cytrusów, a ma cztery lata. Jeśli dziecko ma bóle brzuszka, czy gazy, czy jest niespokojne i widać że coś mu jest, wtedy można zacząć eliminować. Zwyczajowo zaczyna się od największych alergenów – mleko, jajo, gluten. Ale nie wszystko na raz, po jednym. Odstaw mleko i wszystko co z mlekiem związane na dwa tygodnie i zobacz, czy jest poprawa. Wprowadź z powrotem i zobacz, czy jest gorzej. Tak to się odbywa. Po kolei z każdym potencjalnym alergenem – a trzeba wziąć pod uwagę, że czasem alergizują tak nieoczywiste rzeczy jak marchewka czy ryż. Łatwiej jest, jak już dziecko je samodzielnie, wtedy te reakcje są bardziej oczywiste a i dietę rozszerza się powoli, więc można dość łatwo namierzyć winowajcę.

Jeśli w pierwszych  trzech miesiącach życia dziecka ma ono bóle brzucha a podajesz mu wit D+K, spróbuj przez jakiś czas podawać samą wit D i zobacz, czy jest różnica. witamina K może powodować u malucha bóle brzuszka a najnowsze badania pokazują, że wcale nie jest taka niezbędna jak się kiedyś wydawało.

Karmienie piersią nie jest drogą przez mękę dietetyczną. Nie oznacza zrezygnowania z ulubionego jedzenia. Mleko mamy wręcz chroni jelita dziecka przed potencjalnymi alergenami. Szczerze, moje dziecko jest bardzo bardzo alergiczne, ale do czasu odstawienia od piersi nie miało żadnych objawów. Dopiero po odstawieniu okazało się, że uczula ją mnóstwo rzeczy. Jelita nie chronione mlekiem mamy zaczęły odmawiać współpracy… Kiedy po pół roku wyłącznego KP zaczęłam jej podawać inne jedzenie, wyszło nam tylko z obserwacji, że uczula ją mleko. Inne rzeczy nie dawały objawów, rosła prawidłowo. a po odstawieniu, jak miała 18 miesięcy, zaczęło się chudnięcie i inne cyrki.

Karm, mamo i jedz, mamo. Jeśli będziesz jadła za mało, zbyt mało urozmaicone posiłki, wkrótce zaczniesz podupadać na zdrowiu. Dziecku swoją dietą krzywdy nie zrobisz, bo ono wyciągnie sobie z mlekiem wszystko co trzeba, tylko odbędzie się to kosztem Twoich zębów, kości, krwi… Prawidłowo zbilansowana dieta jest gwarantem długiego i bezkosztowego dla matki karmienia piersią. Napisała to ta, która nie ma czasu zjeść obiadu często. 😛

A jeśli już dojdzie do sytuacji, że dieta eliminacyjna będzie konieczna, zrób to z głową, a najlepiej z pomocą dietetyka, który ma pojęcie o potrzebach dietetycznych matki karmiącej. 

Echa niepłodności w ciąży i porodzie.

Niepłodność jest trudną chorobą. Zawsze dotyka parę, nawet jeśli choruje tylko jedno z nich. Zmienia ludzi, zmienia związki, wystawia na ciągłe próby. W większości przypadków udaje się parze osiągnąć wymarzony cel. Po miesiącach czy nawet latach starań widzą dwie kreski na teście ciążowym. Wydawać by się mogło, że oto koniec kłopotów. Nic bardziej mylnego… Emocje które się wtedy pojawiają, bywają bardzo trudne. Obserwowałam przez kilka lat zachowania ciężarnych po leczeniu, zarówno ich wypowiedzi na forum Stowarzyszenia ‚Nasz Bocian’, jak i podczas spotkań.

Ciąża po leczeniu niepłodności to pasmo ciągłego strachu. Czy się utrzyma, czy dziecko się dobrze rozwija, czy objawy które ma ciężarna są prawidłowe czy nie… Jest takie pojęcie ukute przez starające się – syndrom białego papieru. Oznacza on sprawdzanie czy na papierze toaletowym nie ma krwi przy każdym korzystaniu z toalety. Syndrom zaczyna się po owulacji i trwa w zasadzie aż do porodu. Mogę potwierdzić, przerabiałam to dwa razy…

Oczywiście ciężarna ‚eks-staraczka’ cieszy się z ciąży. Wyczekuje objawów, kopniaków, wizyt lekarskich potwierdzających, że wszystko jest w porządku. żyje w zasadzie od USG do USG. Dba o siebie aż do przesady.

Chodzi więc do lekarza regularnie i na jednej z wizyt podejmuje temat porodu. Niestety w środowisku lekarskim jest tendencja do sugerowania kobietom po leczeniu niepłodności, a już szczególnie po in vitro, że wskazane jest cesarskie. Przedstawia się kobiecie poród siłami natury jako potencjalnie niebezpieczny dla dziecka. No a skoro tyle czasu czekała, walczyła o dziecko, to nie zaryzykuje i posłucha lekarza i bez szemrania pójdzie na cięcie. In vitro samo w sobie NIE JEST wskazaniem do cesarskiego cięcia. Jeśli ciąża po IVF przebiega prawidłowo, to sama metoda poczęcia nie ma znaczenia dla porodu.

Najczęściej strach przed porodem u niepłodnej kobiety jest związany ściśle ze strachem o dziecko. Ale nie tylko, okoliczności szpitalne, znienawidzony fotel ginekologiczny – jeśli leczenie było dla kobiety traumą, poród w warunkach szpitalnych również może być trudny, choć sama ciężarna może nie zdawać sobie z tego sprawy. Kolejną sprawą jest zaburzone u większości niepłodnych kobiet poczucie własnej wartości, kobiecości. Skoro nie mogła sama zajść w ciążę, to czy da radę sama urodzić? Wiele z nich zadaje sobie to pytanie. Kluczowe w tym temacie wydaje mi się po pierwsze rozpoznanie źródła lęku i edukacja dotycząca przebiegu porodu, a po drugie wsparcie partnera, rodziny, bliskich kobiet. Również joga dla ciężarnych, wszelkiego rodzaju medytacje oraz esencje kwiatowe Bacha (o których będę pisać jeszcze) mogą pomóc kobiecie zrelaksować się, uporać się z emocjami.

W trakcie ciąży i porodu wychodzą z kobiety różne emocje. Także te nagromadzone przez lata starań o dziecko. Stres, kompleksy, kryzysy, stosunek do personelu medycznego i szpitalnych warunków. Jeśli niepłodność nie zawiodła jej pod drzwi gabinetu psychoterapeuty, być może ciąża jest dobrym momentem, żeby sobie pewne rzeczy poukładać, bo w czasie porodu będzie już na to za późno.

U kobiet po leczeniu niepłodności strach o dziecko, o możliwość stracenia wyczekanego maleństwa na ostatniej prostej bywa silniejszy od pragnienia naturalnego rodzenia. Perspektywa szybkiego wyciągnięcia malucha z brzucha wydaje się im być bezpieczniejsza, bardziej rozsądna niż wielogodzinny poród siłami natury. Jeśli to poczucie jest bardzo silnie w kobiecie zakorzenione, poród naturalny może okazać się niemożliwy, bo jej ciało się zblokuje. Inną sprawą jest to, że lęk matki powoduje lęk u dziecka, które ze swojej strony może nie dać sygnału, że jest gotowe na poród. Bo skoro mama się tego boi, to dlaczego dziecko ma ryzykować?

Personel medyczny w szpitalu też potrafi namieszać w głowie, spotkałam się z przypadkiem, kiedy to położna wespół z lekarzem wmówili dziewczynie, że jest za delikatna psychicznie na poród, że nie da rady i ma się zgodzić na cięcie. Ona bardzo chciała urodzić sn, ale pod wpływem nacisków wpadła w panikę i zgodziła się na cc. A dziś przeżywa swój poród jako porażkę….

Kolejny temat to relacja w związku. Jeśli niepłodność „uszkodziła” relację, lub obnażyła jej kruchość, ciąża tego raczej nie naprawi, a wręcz buzujące hormony kobiety i emocje obojga mogą pogłębić ten stan. W czasie tak ekstremalnej sytuacji, jaką jest poród, konflikt może eskalować. Tutaj również przydatna może być wizyta u terapeuty, jeszcze przed porodem, bo potem z noworodkiem czy niemowlakiem będzie to bardzo utrudnione.

Podsumowując, ciąża to zawsze wyjątkowy stan. Dla kobiety niepłodnej to stan niezwykłej, długo wyczekiwanej radości, ale i wielkiego lęku. Poród jest zwieńczeniem, kulminacją emocji i czekania. I niezależnie od tego, jaki sposób rozwiązania wybierze ciężarna, zadaniem otoczenia jest ją w tym wesprzeć. Żeby to wydarzenie mogło być jeszcze piękniejsze i lepiej wspominane, niż zobaczenie pozytywnego testu ciążowego…

Uczyń swój poród świętem

Ciężarna kobieta nie ma łatwego życia. Nosi w sobie dziecko, na dodatek znosi miliony dobrych rad i opowieści. Porodem straszą  wszystkie znajome i pół rodziny. Opowieści rodem z masarni i krypt zawsze są w cenie.

W Internecie dominują dwa typy opisów porodów. Porody typu rzeźnia numer pięć kontra porody mniej lub bardziej ekstatyczne, najczęściej domowe. Gdzieś w tym wszystkim brakuje środka, którego, jak to środka, jest najwięcej. Takich „zwykłych” porodów, w szpitalu, ale bez krwawych akcji, jednak też bez orgazmów, no nuda po prostu. Skurcz za skurczem, boli bo boli, bo to poród, potem parte – jedni mówią że bolą, inni że nie, a prawda jak zwykle jest pośrodku, i siup malec na świecie. A to właśnie prawdopodobnie tak będzie wyglądał poród „statystycznej” ciężarnej. Przeżycie trudne, męczące, wydobywające z kobiety prawdziwą jej naturę. Ale i czas cudownego, bardzo aktywnego czekania na dziecko, w końcu namacalnego dowodu, że to czekanie się zakończy w najlepszym stylu – wzięciem dziecka w ramiona.

Na zajęciach z Iwoną Marczak, położną, dużymi literami zapisałam sobie w zeszycie następujące zdanie, które i tutaj dużymi literami napiszę:

KAŻDA KOBIETA DOSTAJE OD SWOJEGO CIAŁA TYLE BÓLU ILE JEST W STANIE ZNIEŚĆ.

Nie znamy swoich granic, dopóki do nich nie dotrzemy. A i wtedy okazuje się, że granice można przesuwać. I kiedy już się wydaje, że ani pół skurczu więcej, przychodzi kolejny i okazuje się, że jednak się udało przetrwać. I kiedy rodząca zaakceptuje fakt, że tego procesu nie da się zatrzymać, wejdzie w ten rytm, jej ciało zacznie się otwierać, jak kwiaty przy pierwszych promieniach słońca. Przyjmować skurcze jak fale – przypływ, odpływ. A każda fala przybliża do dziecka…

Wiecie, urodziłam dwójkę dzieci i wciąż nie przestaje mnie to zadziwiać. Ja, która u dentysty nie dam sobie zęba dotknąć bez znieczulenia, urodziłam dwójkę dzieci. Czerpię z tego do dziś, a od narodzin córki minęły prawie cztery lata. Syn mi dał tak popalić, że z tego porodu czerpię nawet więcej.;) Mam tę moc i chcę się tą mocą dzielić z kobietami.

A więc droga Kobieto. Kup sobie ekstra koszulę/sukienkę na poród. To nic, że to ciuch na raz. Wymaluj oko – wodoodpornymi kosmetykami. Weź ze sobą wsparcie – każdy agent specjalny na akcji ma kogoś, kto osłania mu tyły.;) Partner, doula… A może ja? Będę zaszczycona 😉

A potem co roku świętuj nie tylko kolejne urodziny dziecka. Świętuj swoją kobiecość, pradawną dziką Matkę którą w sobie masz.

Spokojnych świąt!

Piszę do was z pełnym brzuchem, w świetle choinkowych lampek. Mąż bawi się z córką, po domu buszuje nasz syn-tornado. 😉 Czuję wdzięczność za tę chwilę zatrzymania się. Za wspólne posiłki, dzień z grami i zabawą, za przemarznięte uszy na spacerze. Tak mało tego mamy ostatnio.

I tego też wam życzę. Spokoju, zatrzymania się w codziennym pędzie. I wdzięczności za to co mamy.

Agata

Studium dla doul

Wiecie jak to jest wyjść ze strefy swojego komfortu? Żyjesz sobie w swoim błotku, jest ono takie jakie jest, czyli dość bagniste, ale ciężko coś zmienić, bo właśnie… ze zmianami nigdy nie wiadomo, czy wyjdą na dobre czy na złe.

Cztery lata spędzone  w domu z dzieckiem/dziećmi dało mi mnóstwo radości,ale też, nie ma co ukrywać, dało mi nieźle popalić. Okoliczności – migracje tu i tam – nie sprzyjały zawieraniu znajomości, jakoś tak utknęłam w czterech ścianach z maluchami.

Milion pytań huczało mi pod kopułą, kiedy jechałam na pierwszy zjazd studium. Czy się nadaję, czy dam radę, czy się odnajdę, czy mnie zaakceptują. Na część z nich wciąż szukam odpowiedzi…

Patrycja, organizatorka studium, kobieta tak piękna i z taką jakąś aurą niesamowitą.. Nasza Matka Przełożona.

Dziewczyny z grupy, większość z typu działaczek, w różnych dziedzinach. Pełen przegląd zawodów i przekonań.

I ja. Nieśmiałe dziewczę, z zawodu korpobitch, z wykształcenia w sumie nikt bo żadne studia mnie nie zatrzymały na dłużej niż dwa lata. Matka Polka Pudełkowa, tak o sobie mówię, popylając co rano do przedszkola z trzema posiłkami dla córki, bo przy jej diecie wymiękają wszystkie kateringi.

Weszłam w ten krąg kobiet i choć nadal nie znalazłam w nim swojego miejsca, czuję się dobrze. Z natury jestem samotniczką, entuzjastką kontaktu jeden na jeden, każdy zjazd to dla mnie ćwiczenie, wyzwanie.

Po raz pierwszy czuję, że jestem we właściwym miejscu. Że nie polonistyka, nie zarządzanie, nie korporacja, a niekończący się temat ciąży, porodu, połogu, karmienia piersią.

Kiedy zobaczyłam plan zjazdów, aż podskoczyłam z radości. Tematy zajęć, osoby, z którymi będę mogła się spotkać. Wiedza, którą się ze mną podzielą. Doświadczenie, które będę mogła chłonąć wszystkimi komórkami skóry i umysłu. Będę jeszcze pisać o poszczególnych zjazdach, bo mam potrzebę uwiecznić ten etap mojego życia. :)

Mam takie poczucie, że kończąc to studium, dostanę cały pakiet narzędzi, żeby być dobrą doulą. I wiem, że tylko ode mnie zależy, co z tym pakietem zrobię.